19 sierpnia, 2026

Robert Adamczewski, nauczyciel w Samorządowym Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta w Zgierzu – 10 tys. kroków to dopiero początek drogi

Zdjęcie Pana Roberta Adamczewskiego nauczyciela

Robert Adamczewski

Nauczyciel nie może być wyłącznie kimś, kto przekazuje suchą wiedzę, nie widząc w uczniu człowieka. To swoista dewiza zwykłego-niezwykłego człowieka, osoby uwielbianej przez młodych ludzi, wspaniałego lektora, pełnego taktu, ale i poczucia humoru. Robert Adamczewski jest nauczycielem języka angielskiego w Samorządowym Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta w Zgierzu i uczy już 25 lat. Uczy tak, że młodzi ludzie gotowi są pójść za nim w ogień.

Autorytet budowany na rozmowie

Jego projekt „10 000 kroków z Trauguttem” był częścią zgierskiej kampanii przeciwko hejtowi, jest jednym z najczęściej zgłaszanych przez młodzież nauczycieli do plebiscytów.

Od ćwierć wieku udowadnia, że lekcje angielskiego to coś więcej niż gramatyka i słówka. Jak zyskać tak ogromny szacunek i autorytet wśród młodych ludzi w dzisiejszych czasach? – Zwyczajnie cieszę się ich sukcesami, bo to na pewno ułatwia dzieciakom złapanie kontaktu. Jest też rozmowa, która jest kluczem w każdej relacji międzyludzkiej – podkreśla.

Pełen taktu, humoru i empatii – tak określają go współpracownicy. A uczniowie? Ich aktywność poza lekcjami oraz włączanie się w kolejne projekty – obecnie „10 000 kroków z Trauguttem”, a wcześniej „Biegaj z Trauguttem” czy akcja „Szybcy i zgierscy” – pokazują najlepiej, jak silna więź łączy ich z nauczycielem. Mimo, że mieszka w  Łodzi, to właśnie w Zgierzu przede wszystkim kumuluje się cała jego społeczna i edukacyjna działalność. W liceum, którego kiedyś sam był uczniem, a teraz uczy innych.

Szczerość i szacunek

Pan Robert pracuje w szkole ponadpodstawowej. To właśnie tutaj najczęściej spotykamy się z trudnymi sytuacjami, w których młodzi ludzie  nie radzą sobie z doświadczeniami hejtu czy przemocy. Nastolatkowie to wymagający partnerzy do dyskusji – bezbłędnie wyczują w dorosłym każdy fałsz i próbę manipulacji. Jak sobie z tym radzi?

–Trzeba pamiętać o wzajemnym szacunku, szczerości i dotrzymywaniu słowa. Nie można przy tym próbować udawać ich kumpla – uczniowie błyskawicznie przejrzą takie próby przypodobania się, zatem zachowanie pewnego dystansu jest niezbędne – wyjaśnia zgierski pedagog. – Jednak z drugiej strony wydaje mi się, że nie powinno się uważać za wszechwiedzącego profesora, który łaskawie dzieli się ułamkiem swej wiedzy.

Jednak nie tylko wspieranie, nauka i odpytywanie są szkolną codziennością. Od młodych ludzi też można się czegoś nauczyć.
– Mam dużo cierpliwości i w połączeniu z poczuciem humoru – czasami nawet udaje mi się rozbawić uczniów – sprawia to, że najczęściej jestem w stanie rozbroić tykającą w klasie bombę, zanim dojdzie do wybuchu – przyznaje pan Robert. – Ale jedna z najważniejszych cech dobrego nauczyciela to bycie sprawiedliwym w stosunku do uczniów. I moment, kiedy tej sprawiedliwości u mnie zabrakło, był dla mnie niezwykle istotną lekcją.

By byli dobrymi ludźmi

I to, co w tej naszej rozmowie jest chyba najbardziej wzruszające i chwytające za serce – to lekcja tego, co pan Robert sam stara się robić (choć, jak przyznaje, nie zawsze się to udaje): po prostu bycia dobrym człowiekiem. Nauczyciel od razu wskazuje, że bardzo wielu uczniów to naprawdę mądre dzieciaki i mnóstwa rzeczy można się od nich nauczyć lub dowiedzieć.

Nierzadko moje dzieciaki to osoby przewyższające mnie inteligencją. Mam tylko tę przewagę nad nimi, że mam znacznie więcej doświadczenia życiowego niż oni. Ale za to oni są o wiele bardziej życiowo odważni niż moje pokolenie w ich wieku. Umieją otwarcie wyrażać swoje zdanie, przełamywać konwenanse, podążać za marzeniami. To jest dla mnie nieustające źródło inspiracji i doskonały powód, aby za szybko „nie zdziadzieć” – mówi z uśmiechem.

Tak naprawdę dzisiejsi nastolatkowie nie szukają w szkole encyklopedii – szukają kogoś, kto autentycznie zainteresuje się ich światem i problemami. Chcą przewodnika, który nie zbagatelizuje ich rozterek, a w kryzysowej sytuacji pomoże im w nich samych poszukać odpowiedzi na fundamentalne pytanie: „i co teraz?”. Robert Adamczewski wychodzi im naprzeciw. Świadomie nie zasłania się murem z książek i suchej wiedzy.

Doskonale widzi, że największą bolączką młodych ludzi jest brak obecności bliskich osób i brak prawdziwego wsparcia. W świecie pełnym bodźców nauczyciel musi być obecny i świadomy – tylko wtedy młodzi ludzie poczują się bezpiecznie i będą chcieli się rozwijać.

Nauczyciel czyli kto?

Dlaczego w ogóle zdecydował się na ten zawód?
Zawsze lubiłem dzielić się wiedzą z innymi. Dodatkowo pomogło to, że miałem dobry kontakt z młodymi ludźmi. Dlatego doszedłem do wniosku, że dobrze byłoby postarać się nauczyć dzieciaki czegoś, na czym się znam, a co jest niezbędne w naszym świecie, czyli języka angielskiego – opowiada. I dodaje: – Aby zdecydować się na taki zawód, trzeba czuć w sobie choć trochę chęci do zmieniania tego świata na lepsze poprzez przekazywanie wiedzy i wychowywanie dzieci i młodzieży. A przede wszystkim trzeba po prostu lubić tych młodych ludzi, z którymi mam kontakt każdego dnia.

Co ciekawe, ten otwarty i energiczny pedagog przyznaje, że zawsze był introwertykiem.
Nauczanie bardzo otworzyło mnie na drugiego człowieka i pomogło pozbyć się nieśmiałości. Gdy każdego dnia patrzą na ciebie dziesiątki par oczu, to nie ma wyjścia – trzeba przezwyciężyć swoje obawy i po prostu się otworzyć – podsumowuje.

Nic nie zastąpi człowieka

Kim jest nauczyciel dzisiaj, w obliczu nowoczesnych technologii i sztucznej inteligencji, gdy każdą informację można znaleźć w kilka sekund? Robert Adamczewski nie ma wątpliwości, że technologia nie zastąpi człowieka.

Cały czas niezbędne są osoby, które wskażą młodym ludziom kierunek, pomogą poznawać rzeczywistość – zwłaszcza tę, która czeka na nich w dorosłym życiu – i znajdować sens w tym wszystkim. Sucha wiedza byłaby niczym bez odpowiednich narzędzi pozwalających z niej skorzystać. Rodzice nie zawsze mają czas, chęć albo umiejętności, aby wskazywać dzieciom odpowiednie wzorce zachowani i zasady rządzące światem. Nauczyciel ma pomagać rodzicom wychować ich dzieci na dobrych ludzi – mówi.

Ile zatem musiał przejść kroków, by złapać tak wyjątkowy kontakt z młodymi ludźmi? – Nawiązując do mojego projektu „10 000 kroków z Trauguttem”, który zachęca uczniów mojej szkoły – ale także ich rodziców, absolwentów i innych nauczycieli – do bycia aktywnym: co najmniej 10 tysięcy każdego dnia – podsumowuje Robert Adamczewski. – Ale ile by tych kroków nie było, to i tak zawsze będzie dopiero początek drogi – dodaje. (as)

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
Jeśli w swoich szkołach i przedszkolach mają Państwo takich nauczycieli, którzy potrafią młodych ludzi zainteresować danym przedmiotem, dostrzec i rozwinąć ich talenty, prosimy zgłaszać to do nas na adres e-mail:
rzecznik@kuratorium.lodz.pl lub askopinska@kuratorium.lodz.pl